nana:
Niedoczas to kłopotliwa, wstydliwa, acz wydawałoby się niegroźna choroba. Do Łysego Pingwina wpadliśmy po północy, niestety już po koncercie Czesia. Na pocieszenie dostałam płytę z pijanym hieroglifem i kleksem Staropramena. Uroczo.
A później pewien znajomy "artysta", jakby żywcem wyjęty z krakauerskich, pięknopsowych realiów, proponował mi, rozumiecie, akty. Na szczęście brzytwa, po której spuszczam delikwentów, jeszcze się nie stępiła.
A oto Czesław i "Maszyna do Świerkania":
Nie możesz dodać komentarza.